::księga gości::

maciej.djsaddam (at/małpka/arobase) gmail.com

ogladam:
źródło (aronofsky, 2006)

slucham:
orkiestra sw. mikolaja

czytam:
ryszard kapuscinski - imperium

fotki:

stop

jako maz i nie maz

ray charles

andy kaufmann

see ya later

moczary

dzika afryka

pelikany

mailbox

moje własne idaho

morning has broken

wolnosc

wschod na fuji

nowy meksyk

niebo nad berlinem

kresowy wiatrak

wiosna

lawki na wisle

dom zurich

open air

suburbs

sobota

moje kyoto

jesien

dzielnica

zurich open

labedzia skala

jungfrau

indianin

parade

londres

manhattan

brooklyn boogie

amster


2007
kwiecień
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
sierpień
lipiec
czerwiec
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
2004
listopad
październik
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2003
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2002
grudzień
listopad
październik
wrzesień

wiosna, slonce, sielanka..
po niewielkiej uliczce
w malym miasteczku
pod kasztanowym baldachimem
biegne sobie, wesole dziecko
ku miejscu, gdzie zginę


janusz a. ihnatowicz


djsaddam
2007-04-29 14:04:16
skomentuj (4)

extreme ways are back again..
po dobrych kilku miesiacach podrozowania, czytania, wylegiwania sie w lozku do poznego popoludnia, chodzenia po planecie ziemia i czerpania radosci z czystego 'bycia'.. wracam do trybu 'dzialania'.

w jednej chwili zaczlem ponownie pracowac, organizowac zycie kulturalno-spoleczne i angazowac sie w projekt internetowy. wstaje o 7, klade po polnocy i odczuwam inny rodzaj nakrecenia. inny rodzaj apetytu na zycie.

i zastanawiam sie nad skrajnosciami. mysle, ze od poczatku mojego swiadomego istnienia jestem czlowiekiem skrajnym. czy to z niecheci do spokoju i stabilizacji czy z milosci do sinusoidy i ewolucji. to wlasciwie nieistotne. wiem jedynie ze nigdy nie potrafilem jednoczesnie troche tworzyc, troche kochac, troche pracowac i troche poznawac. zawsze byla tak naprawde jedna rzecz, poza ktora nie widzialem swiata, i ktorej sie poswiecalem.

Extreme places I had gone
But never seen any light
Dirty basements, dirty noise
Dirty places coming through
Extreme worlds alone
Did you ever like it planned?


djsaddam pracujacy

p.s. pierwszym efektem jest wystawa zdjec i historyjek o japonii w kamienicy pod gwiazda, na starym rynku w toruniu, w maju tego roku. szczegoly wkrotce..
2007-02-12 21:51:51
skomentuj (2)

kapuscinski jeszcze raz..
pisalem tu kiedys o moich wrazeniach po spotkaniu z ryszardem kapuscinskim.

i ryszard kapuscinski odszedl od nas.

przypomnialem sobie o tamtym wpisie nie tyle z powodu samej smierci tego niezrownanego reportera, ale z powodu slow ktore wyczytalem gdzies w mediach zagranicznych. otoz dziennikarz bodajze wloski wspominal kapuscinskiego jako czlowieka niezwykle skromnego, pokornego i cichego. jako czlowieka, ktory widzial wiecej od nas wszystkich i przezyl wiecej anizeli wszyscy pewnie przezyjemy, a ktory pomimo tego potrafil dziwic sie kazdego dnia na nowo.
jest to dokladnie to samo odczucie, ktorego doznalem ja sam obserwujac go podczas tamtego wiosennego spotkania, 2005 roku.

i przegladajac dzis portale, znalazlem ten oto opis, ktory chyba mowi to najlepiej. jest to opis kapuscinskiego ze spaceru po ulicach warszawy. po ulicach, ktore ogladal codziennie, i ktorymi codziennie chadzal:

Teraz można pójść w lewo, w stronę alei Niepodległości, albo w prawo - do Żwirki i Wigury. Idąc w prawo, okrążam najpierw pusty i zaśmiecony dół betonowy: był tu kiedyś sztuczny staw, może nawet fontanna. W każdym razie pamiętam wodę, jej dużą połyskującą w słońcu taflę, ludzi przesiadujących tu na ławkach, dzieci biegające skrajem sadzawki. Dalej zaczynają się łąki i drzewa - najpiękniejsza część parku. Są tu kasztany, orzechy i brzozy, są jesiony i modrzewie. Kiedy świeci słońce, jest tu jasno. I jest cicho, właściwie nie słychać samochodów. Miasto odsunęło się i znikło, zwolniło swój uścisk, pozwala od siebie odpocząć.

rzadko kiedy po smierci kogos czuje, ze umarla tez czesc mnie..

czytajac ponownie 'imperium'..
djsaddam
2007-01-29 01:00:22
skomentuj (2)

wesolych swiat!
przed wielkim marketem starszy pan za kierownica z malzonka jako posazerem, usiluja zaparkowac samochod w miejscu ktore wlasnie sie zwolnilo. caly parking jest zawalony przed-swiatecznymi goscmi. nagle, znienacka, podjezdza samochod i bezczelnie zajmuje miejsce do ktoreogo od dluzszej chwili przymiezal sie starszy pan. ow starszy pan gestykuluje, ale jedyne co go spotyka to kilka szybkich slow na odczepke od drugiego kierowcy, obojetnosc i smiech ze strony tych ktorzy zajeli jego miejsce. po chwili z samochodu wychodzi rodzinka: tatus-prezes, zonka-w-futrz i trojka dzieci. z usmiechem, zadowoleniem i pycha spogladaja na zagubionego starszego pana i jego zone, spacerujac dumnym krokem do marketu zeby zrobic bozonarodzeniowe zakupy.

a ja stoje i sie zastanawiam co tez tatus krzyknal starszemu panu po wepchnieciu sie swoim autem w 'jego' miejsce?
'wesolych swiat! ?

tego Wam zycze.
maciej
2006-12-24 17:41:21
skomentuj (1)

tak panie waldku, pan się nie boi..
wybralem sie dzis na 15-lecie radia maryja zeby naocznie przekonac sie o skali i powadze zjawiska. przyjechaly tysiace ludzi, ktorzy siedza teraz pod namiotami i ogladaja na telebimach maryje, premiera i ojca dyrektora. wsrod nich kraza ministranci z tackami, mozna nabyc rewolucyjne ksiazki odslaniajace 'prawde' lub udac sie do punktu 'dobrego serca' a tam przepisac mieszkanie/dom/samochod/oszczednosci zycia, na radio..

tymczasem po drugiej stronie ulicy, vis a vis zlotu RM ustawilo sie kilka osob z transparentami: 'przynosicie wstyd' 'nacjonalisci!' 'faszyzm nie!' itd.. zostali otoczeni kordonem policji (zeby nikogo w oczy nie kuly te napisy), po kolei 'spisani' a stojac obok nich mozna bylo poczuc sie zaszczutym.

wydawaloby sie ze kordon policji powinien otoczyc tych wszystkich ludzi z sekty RM (lacznie z premierem naszego kraju). o ile mi wiadomo sekty religijne nie sa w polsce legalne..

czy tylko ja tu jestem zagubiony?
djsaddam
2006-12-07 19:30:34
skomentuj (2)

idac na wybory..
poszedlem wczoraj glosowac. po raz pierwszy od dobrych kilku lat, ktore spedzilem poza granicami kraju.

i jest cos unikalnego w tym procederze. w tym wieczornym spacerze do lokalu wyborczego, we wlozeniu wypelnionych formularzy do urny i w powrocie, podczas ktorego przeszywa czlowieka uczucie ze zrobil cos dla ogolu.
pamietam ze jak bylem maly, zawsze lubilem te chodzenie 'zaglosowac' z rodzicami. pamietam 'pierwsze' wybory, po upadku komunizmu. byl rok 1990 i wszyscy bylismy zgodni co do tego, kto je wygra..

glosowanie to jeden z tych niewielu momentow, kiedy wydaje mi sie ze mam jakis wplyw na politykow..

djsaddam-wyborca
2006-11-13 21:04:07
skomentuj (0)

ja i moj guzik..
stojac w ciemnym klubie na niedzielnym koncercie-performance w toruniu, przygladajac sie wyswietlanym na siatce kompozycjom wizualnym, zaczalem przygladac sie czlonkom zespolu. bylo ich trzech. kazdy za jakims elektroniczym urzadzeniem. i kazdy skupiony byl na kreceniu jednym 'guzikiem' na tym urzadzeniu. osoba nr1 na komputerze myszka sterowala czyms w gore i w dol; skupiona osoba nr2 krecila jednym pokretlem tam i spowrotem, a osoba nr3 to naciskala to puszczala jeden klawisz na syntezatorze.. i tak powstawala muzyka.

i obserwujac to pomyslalem czy przypadkiem nie wszyscy tak konczymy. czy z czasem nie zostajemy z tym naszym jednym jedynym guzikiem, siedzimy przy nim i manipulujemy nim jak tylko potrafimy najlepiej. czy to nie jest tak ze kazde, nawet wydawaloby sie najciekawsze zajecie konczy sie na wykonywaniu jakiejs jednej, malej, powtarzalnej czynosci.

ja i moj guzik.

wychodze. kochajcie sie spokojnie, muchy w moim domu.
djsaddam
2006-10-30 12:47:40
skomentuj (2)

kawaii..
przegladajc kolejne kartony z tym co udalo mi sie schomikowac przez te kilka ostatnich lat, natrafilem na dowod tego jak bardzo japonia przesiaknieta jest kultura kawaii, czyli 'slicznej slodkosci i milutkosci'.

otoz znalazlem zdjecie strony z ksiazki do nauki jezyka angielskiego dla japonczykow, ktora byla tam w uzyciu na uniwersyteciee (daje to wam, swoja droga, pojecie o poziomie nauki tego jezyka). lekcja 3:

'lucky loves the summer sun so much..'

lucky luke?

lucky-maciej
2006-10-27 02:25:04
skomentuj (0)

hibernacja..
to pewnie te lezace na chodnikach liscie (duzo lisci) skusilo mnie do rozwazan na tematy (e)migracyjno-geograficzne. na czym polega sekret bycia gdzies i skad bierze sie poczucie ze to bycie w danym miejscu ma sens? ze jest naturalne? mysle, ze gdy jestes w jakims miejscu, to musisz TAM BYC. nie choodzi bowiem o to jak dlugo tam zostaniesz, ale o to, co robisz bedac TAM. chodzi takze o to, czy miejsce w ktorym byles, bedzie mialo z tego jakis pozytek. dedykuje te slowa wszystkim, ktorzy zamierzaja zmienic miejsce zamieszkania lub zadaja sobie migracyjne pytania spogladajac ze swojego okna na koncu swiata..

na jesien nie pomoze nawet poranny, natchniony i entuzjastyczny joyce. bo gdy robi sie zimno na zewnatrz; ja caly ospaly zaszywam sie w kacie, puszczam 'ksiezycowa sonate' ludwika, kurcze nogi, zwalniam tempo a wokol mnie unosi sie zapach pianina.. tak, to idzie zima. juz czuje noca w powietrzu ten nadchodzacy chlod. ugryzlem go wczoraj i smakowal jak zelazna trawa.

myslami przy hibernacji..
maciej
2006-10-24 19:53:18
skomentuj (2)

10 x bergman
przez ostatnie 10 wieczorow oddawalem sie filmom ingmara bergmana. jeden film dziennie. tysiace pytan. setki mysli. codziennie wychodzac z kina czulem sie dziwnie niespokojnie. siadalem gdzies i czulem jak wsiakaja we mnie przezycia z seansu. przezycia, bo dziela bergmana bardziej sie przezywa aniezeli oglada. dziela, dziesiec wybranych sposrod kilkudziesieciu, ktore stawiaja szereg podstawowych, egzystencjalnych, ciezkich pytan i ktore, jesli wogole to robia, sugeruja rownie trudne odpowiedzi. mysle ze w tym nagromadzeniu emocji i mysli nie wylapalem wszystkich przeslan, jakie usilowal nam przekazac bergman, bo dalej trawie w sobie te 10 dni. i chyba dlatego pokusilem sie o notki do kazdego z tych dziel po prostu za pomoca wybranych cytatow z poszczegolnych filmow. oto one:

'tam, gdzie rosna poziomki' (1957)
starszy czlowiek blisko konca zycia: "ja i moja zona jestesmy od siebie uzaleznieni i wzajemnie sie potrzebujemy. tylko z czystego egoizmu jeszcze sie nawzajem przez tyle lat nie zatluklismy na smierc"

'persona' (1966)
lekarz: "najwazniejszy jest wysilek, a nie to co osiagamy"

'zrodlo' (1961)
ojciec zamordowanej corki: "widzisz boze, widzisz?!. smierc niewinnego dziecka i moja zemste. pozwoliles na to. nie rozumiec cie, a jednak teraz prosze cie o przebaczenie. nie znam innego sposobu na pogodzenie sie z wlasnymi dlonmi. nie znam innego sposobu na zycie."

'siodma pieczec' (1956)
rycerz rozmyslajac o bogu: "wiara to bol. to jak kochanie kogos kto jest gdzies tam w ciemnosci ale nigdy sie nie pojawia, bez wzgledu na to jak glosno krzyczysz. kto zajmie sie tym dzieckiem? bog, diabel, nicosc? moze nicosc?"

'jak w zwierciadle' (1960)
chora na schizofrenie do bezradnego meza: "zabawne; zawsze mowisz i robisz to co najbardziej wlasciwie.. i to zawsze jest niewlasciwe"

'goscie wieczerzy panskiej' (1961)
koscielny: "..umeczenie chrystusa, jego cierpienie. nie uwazasz ze skupienie uwagi na tym cielesnym cierpieniu jest bledem? kiedy jezus byl przybity do krzyza, i wisial tam w cierpieniu, wykrzyczal 'boze, moj boze. dlaczego mnie opusciles?' wykrzyczal tak glosno jak potrafil. myslal ze jego ojciec go zostawil. pomyslal ze wszystko czego kiedykolwiek nauczal, bylo klamstwem. moment przed smiercia, jezus mial chwile zwatpienia. to wlasnie to musialo byc jego najwiekszym cierpieniem: milczenie boga.."

'milczenie' (1962)
kobieta: "nigdy nie chcialam zaakceptowac mojej roli zyciowej. ale teraz jest zbyt samotnie. probojemy roznych postaw i wszystkie one okazuja sie bezuzyteczne. sily sa zbyt silne. mam na mysli sily.. straszne sily. duchy i wspomnienia."

'szepty i krzyki' (1972)
mezczyzna: "podejdz tu Mario. spojrz na siebie w lustrze. jestes piekna... ale zmienilas sie. rzucasz obecnie szybkie, wykalkulowane, chlodne spojrzenia. twoje spojrzenie bylo kiedys bezposrednie, otwarte i bez zaslony. twoje usta sa wyrazem niekomfortu i glodu, a kiedys byly miekkie i delikatne. twoje kompleksy staly sie widoczne, uzywasz makijazu. twoje piekne, szerokie czolo ma teraz slady czterech zmarszczek powyzej brwi. i ten urokliwy kontur od ucha do policzka, nie jest juz tak widoczny. spojrz tutaj, na swoj nos, dlaczego tak czesto pociagasz nim? pod oczami, ledwie widoczne worki znudzenia i niecierpliwosci."

'sceny z zycia malzenskiego' (1973)
psycholog: "są inne wartości: 'przyjaźń, lojalność, bezpieczeństwo..' coś pani powiem. mam wewnętrzne wyobrażenie samej siebie, które nie ma odwzorowania w rzeczywistości. proszę
wybaczyć osobiste pytanie... ale czy nie jest tak, że miłość.."

pacjentka: "o co pani chciała zapytać?"
psycholog: "sama nie jestem pewna, prosze wybaczyć. czasem jest jakgdyby maz i zona rozmawiali przez telefon, ktory jest zepsuty. jestesmt emocjonalnymi analfabetami. bylismy nauczani o anatomii i metodach uprawnych w afryce. uczylismy sie matematycznych formulek na pamiec. ale nie bylismy nauczeni nic a nic o naszych duszach. jestesmy skrajnymi ignorantami w sferze uczuc."

'jesienna sonata' (1978)
- czy czlowiek nigdy nie przestanie miec nadziei?
- nigdy.


10 filmow, ktore utwierdzily mnie w jednych niepopularnych przekonaniach i otworzyly oczy na wiele innych. filmy ktore bede juz chyba ogladal cyklicznie, co kilka lat zeby nie zapomniec o 'zyciu'..

djsaddam
2006-10-15 20:32:12
skomentuj (2)

wyrwanie z kontekstu..
siedzac tak i sluchajac lou reed'a, zastanawiam sie nad tym czy znajomosc, przyjazn lub milosc moga istniec w pustce? mysle ze nie. mysle ze przyjazn/milosc musi miec pewien kontekst. zawsze.

nie chodzi mi o prozaiczna wakacyjna milosc, ktora rzadko kiedy sprawdza sie na miejscu, po powrocie z wakacji. chodzi mi raczej o przyjazn/milosc, ktora powstaje w jakims kontekscie, jakichs okolicznosciach. wszystkie zmienne, ktore tworza ten kontekst, tworza jednoczesnie ramy w ktorych ta przyjazn/milosc istnieje i oddycha. jest jak zaszufladkowane dzielo artystyczne. niejako okielznane.

i zastanawiam sie co dzieje sie gdy wyjmiemy te przyjazn/milosc z kontekstu? cos sie zepsuje. cos trzeba bedzie zdefiniowac na nowo. zbudowac nowy kontekst.

i pewnie nie macie pojecia o czym pisze.

o sobie.

wyrywajac sie z kontekstow.
djsaddam
2006-10-10 19:27:16
skomentuj (1)

oda do wikipedii
mowia ze najbardziej genialne pomysly to te najprostsze. cos jak zwiezle wiersze, ktore w kilku slowach mowia wszystko. i przypomnialem sobie o tym myslac nad fenomenem wikipedii..

wikipedia jest dzis w pierwszej dziesiatce najczesciej odwiedzanych stron na swiecie. zaraz za google czy yahoo. na czym polega jej sekret? powrzechnie uwaza sie ze na tym iz kazdy moze ja edytowac, stad jest aktualizowana niemal natychmiast po wydarzeniu itd..

i mysle ze dla mnie geniusz polega na dwoch innych cechach..

pierwszy to fakt iz nasladuje ona zycie i zachowania z niego wziete. pamietacie pewnie w jaki sposob do niedawna uzywalismy encyklopedii. ja pamietam. otwieralem (po dluzszym wertowaniu) na literze 'k' pod haslem 'kant immanuel' po czym czytalem haslo, a czytajac znajdowalem kolejne hasla, o ktorych chcialem czegos sie dowiedziec np. 'sapere aude' i czytajac o 'sapere aude' ponownie odnajdywalem haslo o ktorym.. i tak dalej.konczylo sie to zwykle z czterema tomami encyklopedii pwn na lozku i kilkunastoma zakladkami zeby nie 'zgubic' odkartkowanego hasla..uzywanie encyklopedii potrafilo byc meczace. wikipedia robi to za mnie. nie tylko wertuje 'kartki', ale kazde slowo czy haslo, o ktorym napisano cos wiecej jest po prostu linkem do tego hasla. proste, genialne.

drugi element, ktory tak lubie w wikipedii to fakt ze edytuja ja 'zwykli ludzie', czesto okraszajac haslo tzw. 'smaczkami', o ktore wlasnie nam chodzi. czesto lapie sie na tym ze szukam jakiegos hasla z mysla o jednym detalu, ktory sprawil ze zainteresowalem sie tym haslem. tak bylo wczoraj z alexandre dumas, ktorego zaczalem zglebiac po znanym hasle 'cherchez la femme'. haslo z pelnym cytatem oczywiscie tam bylo jak i link do notki o autorze..

ok, jest jeszcze trzeci, bardziej podswiadomy element dla ktorego moge tak lubic wiki.
czesto podczas myslenia na jakis temat, lapie sie na tym ze zaczynam myslec o innej (bardziej lub mniej) pokrewnej rzeczy i robiac to kojarze w glowie z jeszcze innym tematem, ktory prowadzi mnie do trzeciego slowa/hasla itd.. moje rozmyslania odchodza w koncu od pierwotnego watku i koncza z reguly na czyms kompletnie nie-pochodnym. pamietam ze zapisywalem kiedys te 'toki myslowe' na kartkach papieru. takie 'toki' zdarzaja mi jeszcze tylko (poza glowa i wikipedia) w rozmowach z inteligentnymi ludzmi podczas (z reguly) nocnej pogawedki przy (czesciej aniezeli z reguly) alkoholu..
tymczasem moj dzisiejszy 'wikipediowski tok myslowy' to:
Jean-Luc Godard -> Bande à part -> A Band Apart -> Darren Aronofsky -> SnorriCam

ktos powiedzial, ze wiekszosc naprawde genialnych wynalazkow powstaje przez zwykle obserwowanie prostych zyciowych czynnosci, poprzez obserwowanie zycia i ze czesto dokonywane sa one przez laikow, ktorzy zadnego nowatorskiego rozwiazania swiadomie nie poszukuja..wskoczne na wikipedie i poszukam tego cytatu, pewnie juz gdzies tam jest..

maciej
2006-10-07 01:32:12
skomentuj (0)

cherchez la femme
kobiety maca nam w glowach, przez nie zdradzamy ojczyzne i najlepszych przyjaciol. a czasami maja nas w nosie i wtedy tracimy szacunek dla samych siebie. kiedy myslimy o kobiecie ktora o tym nie wie albo o to nie dba, tym wiecej o niej myslimy..

jestemy z innymi kobietami, a ciagle myslimy o 'niej'. kiedy patrzymy na inne piekne ciala, widzimy 'ja', mimo ze nigdy nie widzielismy 'jej' nago. to cos wiecej niz seks. mamy ochote z nia spacerowac, rozmawiac do switu, czytac hugo..

i do tego impotencja cielesna w kontaktach z innymi kobietami. cos jakby cialo mowilo: 'mam swoja samice, nie musze uwodzic innych'. i mimo ze 'ona' nie jest nasza, i my to wiemy, to nasze cialo jest na ta swiadomosc gluche. cialo wie lepiej. cialo jest szczere..

czy to obsesja na punkcie kobiety spowodowana jest tym ze nie jest nami zainteresowana, polaczona ze swego rodzaju narcyzmem, ktory sprawia ze widzimy u niej cechy ktorych sami nie posiadamy?

wiadomo tylko ze takie uporczywe mysli sa niebezpieczne. szalenstwo?

wiem ze wielu z nas odczuwalo to kiedys. gorycz nieodwzjemnionej milosci. i zastanawialiscie sie jak to sie stalo: czy to jej usmiech, sposob w jaki zakladala noge na noge a moze kruchosc jej delikatnych nadgarstkow? co sprawia ze milosc rozpala ludzkie serca? to odwieczne pytanie; idealny temat rozmyslan w te jesienne noce.

i choc mysle ze odnosi sie to do obojga plci to: 'cherchez la femme!' (szukajcie kobiety!) napisal kiedys francuski pisarz alexandre dumas (ten od 'trzech muszkieterow'), odnoszac sie do swojego przekonania ze za wszystkimi zdarzeniami stoi kobieta..

Il y a une femme dans toute les affaires; aussitôt qu'on me fait un rapport, je dis: 'Cherchez la femme'.

djsaddam
2006-10-05 16:20:09
skomentuj (0)

jesien..
jak tu nie popasc w melancholie podczas tych trzech miesiecy, ktore bezwarunkowo, jak kat pod gilotyne, prowadza nas do najkrotszego dnia w roku.

czasem zastanawiam czy choc raz udaloby mi sie oszukac nature spedzajac jesien w tropiku? czy moze stan niczym niespodowanego zasmucenia, ktory towarzyszy nam w tym okresie, jest juz w nas po tych latach tak gleboko zakorzeniony, ze nie da sie go pozbyc tak prostym trickiem?

jesien jest tez wspomnieniem. to taka pora roku, gdy liscie leca z drzew, my wrzucamy na siebie dodatkowe warstwy, plony drzemia w stodolach a matka ziemia ponownie zamyka swe podwoje.

tak, jesien to czas wspomnien. zaparze kawy, zarzuce zaraz najsmutniejsze piosenki nick cave'a, otworze kartony, ktore przenosze na nowe mieszkanie. i przewracajac rzeczy, ktore od lat nie ujrzaly swiatla dziennego, zaczne wspominac..

cos na co dawno juz nie znajdowalem czasu.
maciej
2006-10-05 00:47:36
skomentuj (1)

wspinanie..
przerzucajac setki lub tysiace malych i duzych rzeczy z jednego konca pokoju na drugi, natrafilem na ksiazke 'wszystko o wandzie rutkiewicz. wywiad rzeka'. cykl wywiadow z nasza najwieksza himalaistka, pierwsza osoba z polski ktora zdobyla mount everest. i jest to wciagajaca lektura odslaniajaca zycie i charakter jednej z najwiekszych polskich osbowosci..

przyznaje, ze od malego mialem najwiekszy respekt dla ludzi, ktorzy pchaja nasza planete do przodu. einstein, da vinci, kolumb, rutkiewicz. fascynowaly mnie osoby, ktore w swojej dziedzinie ida 'dalej' aniezlei ktokolwiek byl wczesniej. osoby, ktore w swojej, chocby nawet waskiej, specjalizacji odkrywaja nowe jej karty. ludzie, bez ktorych dalej siedzielibysmy w jaskiniach i szli spac wraz z zachodem slonca.

himalaizm moze wydawac sie zajeciem jak inne tzw. sporty ekstremalne, ale jednak jest w nim cos co zawsze dzialalo mi na wyobraznie. wejscie na wlasnych nogach na najwyzszy punkt na ziemi? sprawdzenie sie i poznanie swoich limitow? czlowiek kontra natura? a moze cos jeszcz e innego?

wchodzilem kiedys na fuji, najwyzsza gore w japonii. postanowilem wejsc od samej podstawy gory na szczyt; wyruszyc popoludniem i dotrzec na szczyt akurat na asahi, wschod slonca. postanowilem pojsc sam. poczatkowy przyjemny spacerek wsrod swiatyni, lasow i dzikich zwierzat powoli zmienial sie w wspinaczke aby przerodzic sie w gehenne. pamietam ze ostatnie 100m pokonalem w ponad dwie godziny, drepczac niemal w miejscu i zatrzymujac co 10m azeby odpoczac chocby te 5min. na szczyt dotarlem o samym swicie, skrajnie wyczerpany, ale szczesliwy po czym zasnalem gdzies miedzy skalami w pelnym sloncu..

i mozna by zadac to odwieczne pytanie: dlaczego ludzie sie wspinaja? oto wybrane slowa rutkiewicz:

"to tak jak z malzenstwem. najpierw milosc od pierwszego wejrzenia, zauroczenie. pozniej trwa sie juz w tym zwiazku. mozna go w ten czy inny sposob analizowac, ale to niczego nie zmienia... we wspinaczce jest cos co mozna okreslic jako potrzebe wyczerpania sie do ostatka. przez trud, strach czlowiek zapomina o wszystkich problemach. nie jest to ucieczka od swiata w ktorym zyjemy na co dzien, ale urlop psychiczny. na dol wracamy nowo narodzeni, naladowani energia... moim najwiekszym zyciowym sukcesem bylo to, ze jako pierwsza kobieta zdobylam k2. pamietam zejscie ze szczytu. wiekszosc drogi pokonalam samotnie. pogoda byla fatalna. czulam, ze slable i ze moze jestem juz bliska konca. bedac w ogromnym niebezpieczenstwie, przestalam jednak odczuwac strach. przeciwnie. ogarnelo mnie wspaniale poczucie bezgranicznej wolnosci... czasem mysle ze wspinam sie dlatego, aby przekonac sie jak droga mi jest nasza szara codziennosc. wracajac poznaje jak smakuje kubek goracej herbaty po dniach pragnienia, sen po wielu nieprzespanych nocach, spotkanie przyjaciol po dlugiej samotnosci, cisza po godzinach przezytych w przerazliwej wichurze... obawiam, sie ze tragedia na k2 i smierc bliskich mi osob nie powstrzyma mnie przed pojsciem w gory. jesli zajmujesz sie jakas dziedzina od ponad 20 lat, to przestaje to byc zabawa lub forma spedzania urlopow. staje sie czescia twojego zycia"

wanda rutkiewicz zdobyla mount everest w 1978 roku w dniu, w ktorym karol wojtyla zostal wybrany papiezem.. zaginela 12.05.1992r podczas samotnego zdobywania kangchenjungi, trzeciego szczytu swiata.. we wspomnianej ksiazce zachowalem wycinek gazety z tamtych dni mowiacy o tym tragicznym wydarzeniu..

djsaddam
2006-08-31 23:20:27
skomentuj (0)

percepcja..
pewnie kazdemu z nas sie to przytrafilo. gdzies spotykamy osobe, ktora znalismy z dziecinstwa, ze szkoly, ktora byla dla nas obiektem ukrytych westchnien i dla umowienia sie z ktora potrafilibysmy wowczas zrezygnowac ze swojego ulubionego hobby. i dzis, odczuwamy zawod ta osoba..
odczuwamy zawod, bo ta osoba nie jest juz ta ktora pamietamy. czy ona sie zmienila czy to w naszych glowach leca stare filmy? czy to nie nasze wyobrazenie o tych osobach?

i czy podobny mechanizm nie dziala przypadkiem kiedy na ulicy poznajemy przypadkowa osobe i widzac ja puszczamy sobie w glowie jakis film, wymyslamy jakas historie na podstawie zaszlych doswiadczen, osob spotkanych wczesniej, postaci z ksiazek czy bohaterow z filmow. przeciez nie znamy sie tak naprawde. mamy tylko to smieszne wyobrazenie o drugiej osobie. cos co chcemy widziec..

czasem wydaje mi sie, ze zachowujemy sie jak opetani psychopaci, innym razem jak slepi kochankowie. opetany widzi wiecej diablow aniezeli zmiesci sie w piekle. kochanek w kazdej osobie dostrzeze piekno Heleny.

mowie o percepcji. czy postrzegamy ludzi prawdziwie czy moze widzimy to co chcemy widziec? czy zdejmujemy czy dociskamy na nos znieksztalcajace soczewki? czy wraz z wiekiem jestesmy wogole w stanie obiektywnie postrzegac innych?

i kilka dni temu, podczas jednego wieczoru, przytrafily mi sie obydwie historie..

djsaddam
2006-08-30 16:48:20
skomentuj (0)

wolnosc..
po powrocie z bieszczad, po ostatniej nocy pelnej wrazen spedzonej z tamtejszymi wypalaczami wegla drzewnego i drwalami, trafilem na film 'siekerezada' w tvp kultura (swoja droga, stacja ktora mnie bardzo pozytywnie zaskoczyla i jest chyba najciekawsza stacja dostepna obecnie bez dekodera).
'siekierazada' opowiada wlasnie o ludziach z bieszczad, o ludziach ktorzy pojechali tam za czasow komunistycznych w poszukiwaniu wolnosci, bo byl to bodajze jedyny wowczas taki obszar w kraju gdzie mozna ja bylo poczuc. o tamtych czasach krazyly i kraza legendy. o pijackich bijatykach, o artystycznych jednostkach ktore odnalazly tam inspiracje i wene, o rzekomo 'ciezkich' charakterach zyjacych tam ludzi, o tzw. 'bieszczadzkich dziadach', z ktorych dzis zyje juz tylko bodajze dwoch..
i mysle ze historia bieszczadzkich dziadow i im podobnych pokazuje jak ciezko jest poradzic sobie z totalna wolnoscia, z wolnoscia nieskrempowana niczym. wielu ludzi w bieszczadach z ta nagle zaznana wolnoscia po prostu sobie nie dalo rady..

wolnosc

bedac po raz pierwszy w stanach, przyznam sie ze nie rozumialem na czym polega ta slynna amerykanska wolnosc. slowo, ktore powtarzalo sie i dalej powtarza nieustannie za oceanem, wydalo mi sie kolejnym rozreklamowanym haslem, ktore nie ma podstaw w rzeczywistosci. stanowisko pracy uregulowane prawnie i okreslone do granic absurdu, zakazy spozywania alkoholu, ciagle ograniczenia predkosci i skurpulatne tego egzekwowanie, ciagle zakazy i nakazy.
na czym polega ta wolnosc zrozumialem dopiero teraz, majac czas na swobodne przemieszczanie sie po tym kraju. zrozumialem ze wolnosc nie ma polegac na wolnosci totalnej. wolnosc tam, jak i w ogole, polega na wolnosci jednostki do spedzenia swojego zycia w jaki sposob chce, w sposob na jaki ma ochote. i nie chodzi mi o to ze ludzie w innych krajach nie decyduja o swoim zyciu, bo tak przeciez nie jest, ale mowie raczej o podejsciu 'live and let live' i o tym ze decydujac sie na jakas sciezke zyciowa, nic nie stoi na przeszkodzie zeby ja przebyc.
i poznajac tam tak zupelnie roznych ludzi i tak bardzo skrajnie rozne sposoby na zycie, po raz pierwszy namacalnie odczulem, co to jest wolnosc.

i mysle ze jedna z najwiekszych sztuk, jest dojrzec do wolnosci.
ale to juz temat na inny post.

djsaddam
2006-08-27 16:52:22
skomentuj (1)

potem..
zawsze wydawalo mi sie ze dozyje co najwyzej 30-stki (i jest jeszcze na to szansa, heh). w dotychczasowe zycie wlozylem tyle energii i serca, jakgdybym byl tego podswiadomie pewien. jak zawodnik-'zajac' podczas biegu na 5000m, ktory zaczyna w szalonym tempie ale wie ze bedzie musial tym tempem przebiec tylko polowe dystansu, ale ktory w polowie dystansu zdaje sobie sprawe ze sila rozpedu moze dobiec do mety na niezlej pozycji, a moze nawet wygrac bieg. perspektywa dlugiego zycia wydawala mi sie.. hm.. tak naprawde, wogole nie zaprzatala mi mysli. polisa na zycie? ubezpieczenie zdrowotne? emerytura? wolne zarty..

ale wszyscy z czasem uczymy sie i zdajemy sobie sprawe, ze zycie nie bedzie bez konca tymczasowe i tak wyzwolone jak dotychczas. wiemy ze kazdy z nas bedzie musial kiedys zejsc z tej karuzeli.

i mimo iz caly czas nie dopuszczam do siebie tych mysli, to wiem, ze kazda podroz zaczyna sie od pierwszego kroku.

co jest gorsze: przekraczanie podwojnej ciaglej na drodze czy 30-letni kredyt hipoteczny?

myjcie zeby, jedzcie warzywa, wsuwajcie witaminy i noscie wygodne buty. wszyscy dzwigamy wielki ciezar - swiadomosc.


pomiedzy wlasna natura a rzeczywistoscia
djsaddam
2006-07-22 12:05:39
skomentuj (5)

ksiezyc - ciag dalszy..
jadac kilka dni temu pod oslona nocy dostalem dreszczy, kiedy nad droga swiecil jasny wielki ksiezyc, jasny do tego stopnia ze oswietlal nieoswietlona droge; w radiu lecial 'time' z 'dark side of the moon' pink floyd; a ja przypomnialem sobie notke z gazety o tym ze pewna firma organizuje loty na ksiezyc dla osob prywatnych..

no wlasnie. zastanawiam sie czy kosmonauta, ktory powraca stamtad na ziemie, ma problemy z zyciem tutaj? czy ma trudnosci z radzeniem sobie z tymi malymi rzeczami, ktorymi zyjemy my, ludzie na naszej planecie?
czy gdy widzielismy caly sad, potrafimy zainteresowac sie jedna jablonia?
czy przeplynawszy ocean, zauwazymy bajoro?

mysle, ze austronauci nie daja sobie z tym rady. mysle ze nie potrafia pogodzic sie z tym ze cos co jeszcze niedawno bylo tak male ze mogli to zgniesc w garsci, teraz jest calym ich swiatem. calym ich zyciem.

i mysle ze zaba nie ma z tym problemu. siedzi pod woda w swoim stawie cale zycie i pewnie nawet nie wie, ze na zewnatrz jest ten caly przeogromny swiat..

i czy przez to zaba jest szczesliwsza od austronauty?

to chyba ta temperatura na zewnatrz..

djsaddam
2006-07-22 01:57:26
skomentuj (0)

nadganiajac swoje zycie...
minelo kilka miesiecy od dnia, w ktorym pod oslona nocy, opuszczalem zurych aby, niczym w piosence 'take the long way home' supertramp'a, obrac wlasna, okrezna droge do torunia..

i postanowiwszy skupic wszystkie nagromadzone dotychczas, podczas wszystkich tych przemieszczen i przeprowadzek, rzeczy w mieszkaniu w toruniu, daje sobie czas na przemyslenia. czas zeby 'dogonic', uporzadkowac swoje zycie i dokonczyc zaczeta tamtej nocy w szwajcarii mysl:
co dalej?

djsaddam

p.s. zdjecie z poprzedniej notki jest aluzja do slow mojego taty, ktory za kazdym razem kiedy skads wracam, pyta sie kiedy wybieram sie na ksiezyc. niestety wody na ksiezycu nie ma tyle co w yellowstone..

2006-07-09 13:21:58
skomentuj (2)

le lien de jour
kapuscinski

les blogs
minimal
dope
inzynier
bobik
ch4rlie

parfois...
wikimapia
artserwis
orkiestra sw. mikolaja
voytek.bruszewski
art.blox
white stripes
jon stewart
duze dzieci
umbilical brothers
iris dement
mumio
HARDtalk
yerka jacek
przystanek alaska
sex pistols
ingmar bergman
youtube
independent
film quarterly
cahiers du cinema
gazeta
rzeczpospolita
el pais
nzz
die welt
le monde
bruno
borat
ali g
bill hicks
nostalgia
guthenberg
szpakowski
nick cave
Zuri Tipp
MaMa
herald tribune
bbc
diana krall
wikipedia
pulp_net
human_right_watch
krugman
questia
get_hiroshima
klermontowo
torun
czeczenia
tygodnik_powrzechny
kopalinski_on-line
google_zeitgeist
ksiazki_w_sieci
film_web
amnesty_int
air
anty_slavery
harvard_business_review
plfoto
spieprzaj dziadu
japan_access
enenek
imdb
the_coupland_file
coupland
moby_journal

chaque jour...
gmail
pajacyk
voila!
{smscontact}